Matko, ale zaniedbywałam pisanie, cholernie. Właściwie to nawet nie potrafię znaleźć żadnego racjonalnego wytłumaczenia. Brak czasu? Zawsze da się wygospodarować choćby 5 min na kilka słów. Brak przemyśleń? Nieprawda. Po prostu wolę je od razu konfrontować z kimś, kto mi odpowie, kto powie jak on to widzi, skomentuje. Bo pisanie tutaj daje tylko częściową 'ulgę', że coś się z siebie wyrzuciło. Ale dość pitolenia.
Czas ucieka mi przez palce z prędkością światła. Dopiero co był początek listopada, długi weekend, a już jesteśmy za połową. Dni na uczelni lecą, bo i zajęć już co raz mniej (co oczywiście nie martwi bardzo;). Już się nie doczekam kiedy skończy się teoria, bo ślęczenie na jałowych ćwiczeniach i wykładach nie sprawia takiej radości (satysfakcji?) jak ćwiczenia na klinice. Po proaktykach wakacyjnych już wiem, że znalazłam swoje powoałnie. Dopólki nie poszłam na oddział, dopóki nie zmarł mi 'mój' pierwszy pacjent, dopóki nie podawałam basenów tak naprawdę nie zdawałam sobie sprawy jak taka praca wygląda. Owszem, miałam jakieś tam wyobrażenie, jakieś tam poczucie jak to będzie wyglądać na zajęciach, ale wejście na oddział pokazało mi całą prawdę o tym zawodzie. Chcę chcę chcę. Choć pewnie nie raz zwątpię w sens swojej pracy (choćby dostając wycinek z wypłatą:), ale gdzieś tam będzie się tlić poczucie, że robię to, co chcę. Koniec, basta!
Z miłością... Cóż, w listopadzie minął rok odkąd się spotykamy. Cudowny rok. Proszę o więcej takich! ;) Czasami myślę, że znalazłam odpowiedniego człowieka na całe życie i wiele sytuacji potwierdza to przekonanie. :) Miło mieć świadomość, że jest się dla kogoś tak ważnym. I miło myśleć sobie o kimś w ten mroźny wieczór, wiedząc, że ta osoba myśli o Tobie. Ah, ckliwie. Za bardzo. :)