Helou. Zatopiona w fotel z kubkiem herbaty, paczką chusteczek, podniecająca się Niną Sky lecącą z głośników stwierdziłam, iż potrzebuję się 'powynurzać' na blogu mym. Wiem, zrobiłam Wam łaskę i napisałam nową notkę, wiem wiem.
Więc. Moja pierwsza (dziewicza wręcz) sesja zbliża się wielkimi krokami, a ja znowu pewnie zacznę się denerwować tuż przed wejściem na egzamin. Jakoże ostatnio jestem człowiekiem dobrej myśli, więc wychodzę z założenia, że na standardowe pytania na examie 'Czym dla ciebie jest żarówka?' (pedagogika) jestem gotowa! Ba! ;-)
W ogóle to jest turbo ciekawie na moich studiach, bo: 1.) postawiałam swoje pierwsze (dziewicze) bańki ogniowe! Jak można się było spodziewać Fool i ogień to nie jest dobre połączenie, ale szczęście moja grzywka uratowana. ;-) 2.) Jesteśmy świeżo po iniekcjach w: ramię, przedramię i pośladki. Wyglądamy jak sita. Do tego mamy jeszcze sińce z pobierania krwi. Obraz nędzy i rozpaczy, ale jaka duma, że wbijając igłę w ciało koleżanki się nie zemdlało! ;-) Będą z nas ludzie, oj będą. 3.) Ja nie mogę z tymi laskami. Zakręcone jak ruski słoik na zimę. Fajno. Tylko czemu każdy asytent kończy z nami zajęcia: Boże, będę się starał u dziekana o zmianę grupy!
Jest pan, co mówi mi, że jestem fajna (ale tylko jak mu karzę), który nie neguje moich słów (a spróbował by), który zawsze i wszędzie będzie jak poproszę, no po prostu JEST! I cholera niech się nigdzie nie wybiera i zostanie. ;-)
Sylwester party git był. Nawet przeleciało mi gdzieś to niepostrzeżenie, że dwunasta jest. ;-) Wiem na pewno (?!), że fajna góra była, z której widać było caaaały Krak i fajerwerki. ;-)
Posmuciałam już wystarczająco, nie sądzicie? ;-)
* Lamb 'Heaven'